Nadzieja matką głupich – relacja Jarka Sekuły


chudy 2015 5

Chudy Wawrzyniec raczej kojarzył się z z mało stabilną pogodą, opadami i błotkiem. Prognozy pogody przed tegoroczną edycją mówiły o rekordowych upałach, wszyscy jednak mieli nadzieję, że tak źle nie będzie, ale nadzieja matką głupich.

Ostatnie dni przed startem zwiastowały istny armagedon, dzień w dzień temperatury przekraczały 30, a nawet 35 stopni w cieniu.Trudno było się spodziewać, że akurat w dniu zawodów będzie inaczej. Mimo wszystko w momencie startu temperatura była zaskakująco przyjemna, ale nadzieje na chłód na trasie szybko minęły. W momencie gdy ruszaliśmy w Rajczy termometry pokazywały 17 stopni. Pierwsze asfaltowe kilometry przeleciały bardzo szybko, trzeba było wykorzystać chłodne chwile i nieco pocisnąć. Ciepło zaczęło się już robić za Rachowcem, kiedy to również zrobiło się widno i pojawiły się kapitalne widoki. Do Kikuł warunki jeszcze nie były ekstremalne choć płyny znikały w oczach, problemy zaczęły się kilka kilometrów dalej.

Podbieg pod Wielką Raczę mimo, że nie jest bardzo długi dawał już solidnie w kość. Temperatura rosła, a na niebie nie było ani chmurki, a drzewa dopuszczały dużo światła. Niektórzy zawodnicy już do Wielkiej Raczy wypili nawet 4 litry picia. Od Wielkiej Raczy zaczął się piekarnik, odcinki prowadzące po otwartym terenie wysysały mnóstwo sił. Prażące słońce znacząco osłabiało koncentrację więc łatwo było o upadek, mimo, że w tej części trasa nie była szczególnie trudna technicznie, sztuka ta mi się udała, co nie skończyło się żadnym urazem ale solidnym skurczem. Miejsca, które w zeszłym roku były pełne błota w tym roku nie miały kropli wody, co jak na Beskidy jest zadziwiające.

Chudy 2015 1

Za Raczą czekał przyjemny odcinek trasy prowadzący do Przegibka, w gęstym, zacienionym lesie skwar nieco malał więc było całkiem przyjemnie jak na Afrykańskie warunki, ale fala gorąca, która przywitała nas na łąkach przed schroniskiem była okrutna, jakby się wchodziło do szklarni. Bufet na Przegibku był na wypasie, drożdżówki, owoce, jagody ze śmietaną, ale niestety szybsi zawodnicy nie doczekali się na izotonik, który nie zdążył dojechać na czas i trzeba było zadowolić się wodą, szkoda, że nie było zimnej coli. Dobra jednak i woda bo większość docierała na rezerwie lub nawet na sucho. Przegibek był jak oaza na pustyni, która ratuje strudzonych wędrowców i pozwala kontynuować tułaczkę. Za bufetem temperatura już się w zasadzie ustabilizowała ale niestety w złą stronę. Po osiągnięciu najwyższego punktu krótkiej trasy czyli Wielkiej Rycerzowej, zaczęło się piekło.

chudy 2015 6

Ostatnie 10 km od Rycerzowej do mety była drogą przez mękę. Piekielny żar lał się z nieba, głowa była rozgrzana do czerwoności, a na dodatek trasa zaczynała pokazywać charakter. Długie strome zbiegi, pełne luźnych kamieni i korzeni wymagały olbrzymiego skupienia, a o to było naprawdę ciężko jak kręciło się w głowie. Niby trasa prowadziła już z górki, choć po drodze jest jeszcze strome podejście pod Muńcuł, ale tempo zabójcze nie było. Zbieg o długości 5 km prowadzący do mety powinien być tylko dopełnieniem formalności, taką wisienką na torcie, a tu czekała ciężka harówka i finalne upodlenie, które ciągnęło się w nieskończoność. Na mecie jak zawsze czekało zimne piwo w różnych wersjach, które cieszyło się olbrzymią popularnością. Największym zbawieniem okazał się jednak strumień, do którego większość od razu wskakiwała aby się ochłodzić, choć jego temperatura szybko zbliżyła się do temperatury powietrza. Mimo olbrzymiego upału, trasa okazałą się bardzo szybka. Na dystansie 50+ padł nawet rekord trasy, choć tu wystąpiły pewne rozbieżności pomiędzy wskazaniami z zegarków, a pomiarem czasu. Gediminas Grinius według swojego zegarka poprawił rekord trasy, ale czas oficjalny był o 2 minuty gorszy co sprawiło, że rekord nie został ustanowiony. Podobne różnicę czasową odnotowali także inni zawodnicy, więc coś chyba było na rzeczy.

Wyniki dostępne są pod linkiem: bgtimesport.pl

chudy 2015 3